Zmień zwykły na inny.
Adwent 2017

O Narodzonym - Odpowiedź na miłość

Pieśń nad Pieśniami, rozumiana dosłownie, jest pięknym poematem miłosnym. Interpretowana alegorycznie, ukazuje nam wspaniały obraz miłości Boga do jego ludu, miłości Chrystusa do Kościoła.

Drugi rozdział Pieśni otwierają słowa: "Jestem narcyzem Saronu, jestem lilią dolin." Tak o sobie mówi Oblubieniec jako postać zapowiadająca Mesjasza, Chrystusa. To On może sam o sobie mówić jako o pięknym kwiecie Saronu, bo jest jedyną osobą bez grzechu, prawdziwie świętą i doskonałą. W ustach każdego innego człowieka słowa te brzmiałyby fałszywie.

Następne słowa Oblubieńca skierowane są pod adresem Oblubienicy (Pnp 2,2): "Jak lilia między cierniami, tak moja przyjaciółka między dziewczętami." Na pustynnych ziemiach Bliskiego Wschodu lilie rosną pośród ciernistych roślin. Oblubieniec odwołuje się do tego obrazu stwierdzając, że jego ukochana jest jak lilia, górująca urodą ponad cierniami. Oblubienica symbolizuje Kościół, wspólnotę wierzących, i to dzięki temu, że związała się z Chrystusem, oblubieńczą miłością odzwierciedla Jego piękno i wspaniałość.

Czy tak się dzieje i w naszym przypadku? Czy w moim i twoim postępowaniu dostrzec można, że związaliśmy swoje życie z Jezusem Chrystusem? Czy otaczający nas ludzie mogą dostrzec w nas odbicie Jego piękna, czystości, dobroci, miłości i mocy? Oblubienica stwierdza, że (Pnp 2,3): "Jak jabłoń wśród drzew leśnych, tak mój miły między młodzieńcami. W jego cieniu pragnę odpocząć, gdyż jego owoc jest słodki dla mego podniebienia..." Kwitnąca jabłoń jest piękna i wydziela wspaniały zapach. Spośród drzew leśnych wyróżnia ją przede wszystkim to, że jesienią rodzi smaczne owoce. Oblubienica, porównując swojego ukochanego do jabłoni, wskazuje na Jezusa Chrystusa. Gdy Oblubienica śpiewa, że w upragnionym jego cieniu usiadła, a owoc jego słodki jej podniebieniu, przypomina to słowa psalmisty, wyrażającego pragnienie, by schronić się w cieniu skrzydeł Pana. Doświadczać Bożej ochrony, Bożej pomocy, to jak schronić się w upalny dzień w cieniu drzewa. Tylko Bóg może sprawić, że odpoczniemy, że poczujemy się w pełni bezpieczni i szczęśliwi. I tylko On może sprawić, że bedziemy wydawali dobre owoce, czerpiąc, jak ze źródła, z Jezusa Chrystusa. Wspólnota wierzących, Oblubienica Chrystusa, może śpiewać: W upragnionym jego cieniu usiadłam, a owoc jego słodki memu podniebieniu.

Dalej Oblubienica woła (2,4): "Wprowadził mnie do winiarni, której godłem dla mnie jest miłość." W tych słowach pojawiają się dwa symbole: wino i sztandar, obydwa wskazują na miłość i na radość. "Dom wina" to dom wesela, sala biesiadna, na której świętuje się radość i miłość oblubieńców. Ten obraz przywodzi mi na myśl ucztę weselną, o której możemy przeczytać w Nowym Testamencie. Ucztę, na którą Boży Baranek, Jezus Chrystus wprowadzi swoją Oblubienicę; swój Kościoł, wspólnotę wierzących, oczyszczoną z grzechu, nieskalaną, uświęconą i piękną. Ty i ja możemy znaleźć się na tej uczcie, jeśli nasze życie zwiążemy z Jezusem Chrystusem.

Obraz uczty weselnej, to obraz społeczności Chrystusa z Kościołem, a także więzi Chrystusa z każdym wierzącym. Chrystus pragnie mieć osobisty kontakt z każdym z nas. Pragnie nas stale prowadzić, kształtować i oczyszczać, byśmy trwali w Nim i byli odzwierciedleniem Jego miłości i dobroci. Ty i ja możemy znaleźć się na uczcie weselnej Baranka jedynie dzięki Bożej łasce. Chrystus zaprasza nas już teraz do stołu zbawienia, byśmy otwarli dla Niego swoje serca i cieszyli się radosną społecznością z Nim. Jezus mówi: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną. Chrześcijaństwo to trwanie w osobistej więzi z Jezusem Chrystusem.

On wprowadził mnie na salę biesiadną i sztandarem nade mną jest jego miłość... - Oblubienica porównuje miłość Oblubieńca do łopoczącego nad nią sztandaru. Co oznacza ten niezwykły obraz? Powiewający sztandar ma wiele znaczeń. Najczęściej towarzyszył wojskom w wyprawach wojennych, był symbolem waleczności, męstwa i woli zwycięstwa. Chrystus, Syn Boży, toczy nieustanną walkę o ludzkie dusze, o zbawienie jak największej liczby ludzi. Chrystus walczy także o twoje i mo Chrystus walczy także o twoje i moje serce. Pragnie uwolnić nas z grzechów i uczynić nas swoimi dziećmi. Sztandar jest także znakiem ochrony. Łopoczący nad twierdzą sztandar królewski oznacza, że król roztacza opiekę nad miejscem, które jest bezpiecznym schronieniem. Gdy Jezus Chrystus rozpoczął swoją ziemską misję, Bóg Ojciec złożył o Nim świadectwo: To jest mój umiłowany Syn, w Nim mam upodobanie. Nieprzyjaciele Jezusa nie mogli Mu nic zrobić, dopóki nie nadeszła jego godzina, w której zawołał z krzyża: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. Wrogowie Jezusa myśleli, że skoro Bóg pozostawił Jezusa samego, mogą zrobić z Nim, co zechcą. Szydzili z Jezusa, mówiąc: Zaufał Bogu, niechże go ratuje. Ale Bóg Ojciec nie pozostawił Jezusa. Duch Boży wzbudził Go z martwych. Jezus zwyciężył śmierć i jako zmartwychwstały Pan rozciąga teraz sztandar zbawienia nad wszystkimi, którzy w Niego wierzą i którzy Mu ufają. W Liście do Filipian apostoł Paweł napisał: A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Jezusie Chrystusie.

Sztandar jest także znakiem przynależności. Każda armia, każdy oddział wojskowy mają swój własny sztandar. Naszym sztandarem powinien być sam Chrystus. Powinniśmy pokazywać światu Chrystusa, Jego miłość, dobroć, łagodność, ale także Jego moc. Charakterystyczne dla armii Chrystusa jest to, że w całości składa się z ochotników, z ludzi, którzy chcą służyć Jezusowi dobrowolnie. Apostoł Paweł w Liście do Rzymian zapisał credo armii Chrystusowej: Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. A więc służba dla Chrystusa, jeśli ktoś się na nią już zdecyduje, wymaga całkowitego oddania się do dyspozycji Jezusowi tzn. wszystkich swoich zdolności, umiejętności, możliwości. Pod sztandarem Chrystusa nie można walczyć połowicznie. Musimy oddać Jezusowi do dyspozycji całe swoje serce, swój umysł, aby mógł nas prowadzić i przemieniać.

W pieśni Oblubienicy następuje dramatyczny moment, w którym ona woła (2,5): Pokrzepił mnie plackami z rodzynków, posilił mnie jabłkami, bo jestem chora z miłości. Zakochana osoba ma często wrażenie, że jest "chora z miłości". Czy jest możliwe, żeby takim uczuciem obdarzać Chrystusa? Tak. Można zatracić się w miłości do Niego. Ludzie wiary na przestrzeni historii doświadczali wielu niezwykłych przeżyć, żyjąc na co dzień z Jezusem. Nie chodzi o to, by szukać jakichś szczególnie ekscytujących przeżyć w życiu wiary lub żeby porównywać swoje przeżycia z doświadczeniami innych. Nie może jednak być tak, że nasza więź z Jezusem będzie czymś wyrachowanym, płytkim, czymś co właściwie nie jest prawdziwą więzią łączącą dwie osoby. Niemożliwe jest, by bliska więź z Chrystusem była powierzchowna. Jest to przecież więź z osobą boską, która jest miłością, prawdą, zmartwychwstaniem i życiem!

Jeśli nie doświadczasz radości i szczęścia z powodu osobistej więzi z Jezusem Chrystusem, zastanów się, jakie są tego przyczyny. Zapytaj sam siebie, jaki jest twój stosunek do Niego.

Miłość Boża jest tym, za czym tęsknimy. Doświadczając Bożego dotknięcia mamy wrażenie, że nie jesteśmy godni, by przebywać w Bożej obecności i że Jego moc i majestat są zbyt wielkie, a my zbyt ograniczeni i słabi. I jest to właściwe odczucie, bo taka jest prawda o możliwościach naszej grzesznej natury. Lecz nie jesteśmy sami. Jest przy nas żywy Pan i Zbawiciel. Zwróćmy uwagę na słowa Oblubienicy (2,5-6): Pokrzepił mnie plackami z rodzynków, posilił mnie jabłkami, bo jestem chora z miłości (...) Jego lewica jest pod moją głową, a jego prawica obejmuje mnie. Jezus jest tym, który wspiera nas w naszych słabościach, chroni przed złem i upadkiem. Pozwólmy, by wypełniał nasze serca swoją miłością, a nasze umysły swoją mądrością. Wiedząc, że jesteśmy słabi, żyjmy w Jego mocy!

Oblubieniec mówi (2,7): Zaklinam was, córki jeruzalemskie, na gazele albo na łanie polne: Nie budźcie i nie płoszcie miłości, dopóki sama nie zechce! W innym tłumaczeniu czytamy: Nie budźcie ze snu, nie rozbudzajcie ukochanej, póki nie zechce sama. Miłość nie jest czymś, co można wymusić i czego można żądać. Miłość jest odpowiedzią na miłość. Musi się narodzić dobrowolnie, w relacji dwojga wolnych, niezależnych osób. Nie ma prawdziwej miłości bez wolności i bez wzajemnego poszanowania swojej godności i odrębności. Jest to prawdą w miłości między mężczyzną i kobietą, a także w relacji pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Bóg nigdy nie zmusza nikogo do pokochania Go. Bóg wychodzi do nas z miłością i proponuje nam: "Odpowiedz na moją miłość, otwórz przede mną swoje serce. Ja pragnę dla ciebie tego, co najlepsze - pragnę, byś był szczęśliwy, wolny od więzów grzechu, by twoje życie było obfitujące i spełnione..."

Oblubieniec prosi: Nie budźcie, nie płoszcie miłości, dopóki sama nie zechce. Jaka będzie odpowiedź Oblubienicy? Słuchaj! To mój miły. Oto idzie on, wspina się po górach, skacze po pagórkach. Dlaczego nie jesteśmy tak rozkochani w naszym Zbawicielu? Czy z podobną radością i entuzjazmem oczekujemy na nadejście Chrystusa?

Marek Cieślar
Redaktor naczelny luterańskiego programu „Po prostu”
 

Copyrights 2010: InnyAdwent.pl; projekt i wykonanie: Wydawnictwo WARTO.