Zmień zwykły na inny.
Adwent 2017

O adwencie - Cztery przyjścia

Czuwanie to działanie. Musimy mieć oczy i serca otwarte. Nie znamy chwili, w której wieczność wtargnie do naszej doczesności, dlatego każdy dzień musimy przeżywać tak, jak gdyby był naszym ostatnim dniem.

Adwent trwa tylko cztery tygodnie, ale prawdy, które ten okres Roku Kościelnego podaje, są zawsze aktualne i mają podstawowe znaczenie dla naszego życia z Bogiem. Nasze serca muszą być zawsze otwarte dla Boga. On musi codziennie wchodzić w nasze życie.
Mówimy o czworakim przyjściu Jezusa Chrystusa: w ciele, w Słowie, w chwili śmierci człowieka i w dzień zmartwychwstania. Pamiątkę przyjścia Jezusa w ciele przeżywamy, jak co roku, bardzo radośnie. Śpiewamy kolędy, jesteśmy radośni, życzliwi nawet dla tych, których potem przez cały rok nie bardzo darzymy miłością. Może niejeden bardziej cieszy się z rodzinnych spotkań, odpoczynku, prezentów, ale mimo wszystko ten Pan gdzieś się w tym świętowaniu przewija. I chociaż z niejednego domu wynosi się Dzieciątko wraz z choinką, to jednak Jezus żyje i przychodzi. Przychodzi w swoim Słowie. I chce wejść do naszego Kościoła, zboru, domu i serca.

Pan przychodzi! Czy chcemy Mu otworzyć drzwi naszych serc, naszego życia? W tym miejscu zastanawiam się, czy nie wykreślić tego pytania. Przecież jesteśmy powołani do przygotowania Jego przyjścia, do torowania Jego drogi. Przychodzenie Pana Jezusa ma się odbywać dzisiaj przez naszą chrześcijańską postawę życiową, przez naszą pracę misyjną, a więc przez nas, za naszym pośrednictwem. To jest nasze powołanie, to jest nasze zadanie. Nic innego nie powinno się liczyć. Wszystko inne może być tylko środkiem do osiągnięcia tego celu. Na pierwszym planie naszego życia muszą stać sprawy duchowe, religijne. Nie po to mamy Boże Słowo, Ewangelię, od której nosimy imię, aby ją ukrywać. Musimy przez Jej zwiastowanie, przez codzienne życie według Ewangelii, torować drogę Panu. Musimy to czynić w społeczeństwie, które, mimo, że nazywa się chrześcijańskim, tak naprawdę mało zna swojego Pana. Musimy rozbudzać ducha miłości i prawdy, bo tylko dzięki temu można widzieć w Bogu – Ojca w niebie, a we wszystkich ludziach – siostry i braci. I motywem tego działania nie może być zaspokojenie własnych ambicji, czy zdobycie uznania, poklasku, popularności. Wszystkie wypowiedziane słowa, wszystkie czyny muszą wypływać z wiary w Jezusa Chrystusa.

Pan przychodzi! Mamy Mu torować drogę, mamy być Jego świadkami. To jest nasze zadanie. Do wypełnienia każdego zadania musimy być przygotowani. Tak dzieje się we wszystkim, co robimy. Bez przygotowania żadne zadanie nie jest wykonane właściwie. Znamy to z codziennego życia. Potocznie mówi się, że do wszystkiego trzeba się przyłożyć. A tu mamy zadanie szczególne, zadanie naszego życia. W wypełnieniu tego zadania nie wystarczy przywiązanie do tradycji kościelnej. Trzeba powiedzieć za poetą i bardem: „Niech nam się Chrystus z figurą nie myli, ani modlitwa z celebrą”. Dlatego: „Czas, by stary krzyż z kościelnych wież do naszych zszedł serc” (Tomasz Żółtko „Nieprawomyślnie patetyczny protest-song”). Czyli czas się przygotować. Zadanie jest odpowiedzialne, dlatego też przygotowanie musi być solidne.

O co tu chodzi? Jeżeli, drogi czytelniku, zadałeś sobie to pytanie, to znaczy, że nie jest ci obojętny problem przyjścia Pana Jezusa, a co za tym idzie i sprawa twojego zbawienia. Wciągnęło cię. Nie bój się, bo to nie jest „czarna dziura”. Mnie też kiedyś wciągnęło i czuję się z tym bardzo dobrze. Przygotowanie to czuwanie. Pan Jezus mówi: Czuwajcie więc (Łk 21,36), To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! (Mk 13,37). Zbawiciel wzywa do czujności. Pragnie nam pomóc i zmusić do upamiętania, mówiąc: Jeśli tedy nie będziesz czujny, przyjdę jak złodziej, a nie dowiesz się, o której godzinie cię zaskoczę (Obj 3,3b). Wezwanie do czujności musi być potraktowane bardzo poważnie. Czuwanie to przeciwieństwo duchowej martwoty.

Czuwanie to działanie. Musimy mieć oczy i serca otwarte. Nie znamy chwili, w której wieczność wtargnie do naszej doczesności, dlatego każdy dzień musimy przeżywać tak, jak gdyby był naszym ostatnim dniem.

Ojciec starożytnego Kościoła, św. Augustyn, powiedział: „Ostatni dzień jest tajemnicą, aby każdy dzień był przeżywany w czujności”. Obyś był zimny albo gorący! (Obj 3,15b). Nasze współczesne chrześcijaństwo charakteryzują słowa: „Ani zimny, ani gorący”. Inaczej mówiąc: ani wierzący, ani niewierzący, ani pobożny, ani bezbożny, ani czuwający, ani duchowo martwy, nieokreślony, niezaangażowany, niezdecydowany. Wśród pobożnych – pobożny, wśród bezbożnych – bezbożny. Taki elastyczny, bo czasy tego wymagają. Już prorok Eliasz pytał: Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? (1 Krl 18,21).

Jezus z radością patrzy na gorących wyznawców. Do nich należą ci, którzy są Mu oddani, gorliwi i wierni, którzy przyznają się do Niego bez względu na doznawane z tego powodu przykrości.
Przygotowanie przez pokutę Nikt z nas nie jest takim, jakim być powinien. Czy nie mam racji? Jeżeli jesteśmy tego świadomi, to wiemy, że powinniśmy pokutować i upamiętać się. Większość ludzi uważa, że nie muszą się poprawić, ale chcą, aby życie się im poprawiło. Nie chcą być lepsi, ale życie chcą mieć wygodniejsze. Kiedy porównujemy swoje życie z innymi, to wypadamy wcale dobrze. Porównajmy je jednak ze Słowem Bożym. Kiedy zrobimy to szczerze, to przyznamy, że potrzebuje ono odnowienia przez pokutę. Bez tego odnowienia nasze życie religijno-kościelne, czasem nawet piękne, runie w gruzach.

Przygotowanie przez wiarę Co to znaczy „wierzyć”? Wiara jest ufnością. Wierzyć znaczy ufać. Wierzyć to znaczy Pana Boga chwycić za słowo, jak powiedziała jedna prosta – jak siebie określiła – kobieta. Wiara rodzi radość. Znikają lęk i niepewność. Przygotowanie to okazywanie miłości, to służba drugim, serdeczność, życzliwość, prawdomówność, szczerość… Zanim Pan przyjdzie w mocy i chwale, przychodzi do nas w swoim Słowie i Sakramencie. Przychodzi do każdego! Jest dla każdego ratunkiem. W krytycznych momentach doświadczamy Jego obecności. On nas wzmacnia, pociesza, dodaje sił do walki ze słabościami. Przyglądajmy się sobie i wyciągajmy wnioski z własnego postępowania. Nigdy nie stracimy z oczu wielkiego celu, do którego powołał nas Bóg, gdy całe swoje życie będziemy prowadzić z myślą o przyjściu Pana.

ks. Piotr Mendroch
teolog luterański

Copyrights 2010: InnyAdwent.pl; projekt i wykonanie: Wydawnictwo WARTO.